Korki w Warszawie

Wolne media rosyjskojęzyczneKorki w Warszawie

Warszawa jest podobno trzecią, po Moskwie i Stambule, najbardziej zakorkowaną stolicą w Europie. 3 miejsce to bynajmniej nie jest powód do dumy - to, że inni mają gorzej nie powinno poprawiac nam samopoczucia. Zatory komunikacyjne ostatnio przybierają na sile i po Warszawie po prostu nie sposób poruszać się samochodem, często przejazd nawet na krótkich odcinkach trawa kilkanaście lub kilkadziesiąt minut...

Szacuje się, że w Warszawie na 1000 mieszkańców przypada 600 samochodów - to jeden z najwyższych współczynników w Europie, ale to jeszcze nie wszystko. Przecież do stolicy codziennie przyjeżdża rzesza interesantów, turystów i pracowników i oni także korkują miasto. Poszerzyć ulic już bardziej się nie da, 2 dodatkowe pasy na moście czy nawet na głównych arteriach miasta nie rozwiążą problemu. Dopiero kompleksowe działania, w tym także te niepopularne jak płatne strefy parkowania, płatny wjazd do centrum, wyprowadzenie ruchu tranzytowego na obwodnice oraz zmiana mentalności ludzi pomogą rozwiązać problem.

W nowoczesnych metropoliach, także borykających się z problemem korków i smogu, do problemu podchodzi się na wielu płaszczyznach jednocześnie. Z jednej strony wprowadza się opłaty za:

  • wjazd samochodem do centrum miasta,
  • wjazd samochodem do stref przed centrum dla samochodów z silnikami uznawanymi za szczególnie uciążliwe (z reguły diesle),
  • parkowanie samochodu.

Z drugiej strony ludzie muszą w jakiś sposób poruszać się po mieście. Nie wystarczy sam zakaz, trzeba zaproponować także alternatywę dla samochodów. Stąd wprowadza się:

  • Dobrze zaplanowaną i tanią komunikację miejską (niektóre miasta eksperymentują z bezpłatną komunikacją),
  • Komunikację na wielu poziomach w tym: metro, autobusy, tramwaje, kolej nadziemną, której gęste połączenia pozwalają na dojazd nawet z odległych dzilnic do centrów,
  • Synchronizacja komunikacji (skracanie do maksimum przesiadek),
  • Wygodne i bezpieczne ścieżki rowerowe,
  • Wprowadzanie, na wzór miast zachodznich, jednego biletu na wszysktie środki transportu. W dobie komputeryzacji, kart chipowych można pomyśleć o bilecie elektronicznym, który w zależności do środka transportu i odległości obciążałby pasażera odpowiednią kwotą.

Niestety, często zamiast ww. działań widzimy zgoła odmienne decyzje, w tym:

  • Cięcie linii autobusowych i tramwajowych,
  • Częste zmiany godzin odjazdów,
  • Zwiększenie i skomplikowanie ilości przesiadek,
  • Brak tzw. "zielonej fali" dla linii autobusowych i tramwajowych,
  • Traktowanie budowy ścieżek rowerowych po macoszemu.

Ale jako, że przykład idzie z góry, Warszawiacy nie mają póki co żadnych powodów na to by przesiąść się z samochodu do komunikacji miejskiej. Wszak pracownicy ratusza czy szeregu publicznych instytucji do pracy dojeżdzają samochodami o czym świadczą zastawione przyurzędowe parkingi. To samo tyczy się samochodów służbowych i ich wykorzystania - czy ktoś widział, aby urzędnik mogący skorzystać ze służbowego samochodu rezygnował z niego na rzecz autobusu?